niedziela, 10 marca 2013
Rozdział 3
- Widzę cię dzisiaj o piątej w butiku. Nie przewiduję żadnego spóźnienia. Pływanie kończysz o czwartej. I nie próbuj robić numerów, tak jak poprzednim razem.
- Bo znowu zabronisz chodzić mi na balet?- Zakpiłam.
- I na aktorstwo również- ucięła mama i wyszła z mojego pokoju. Rzuciłam w zamknięte przez nią drzwi baletkami, które zdarłam na wczorajszej próbie. Żeby wrócić do formy, wstawałam dziennie dwie godziny wcześniej i biegłam na salę, żeby móc jak najwięcej ćwiczyć.
W szkole jak zwykle nie odbyło się bez spięć. Byłam tak wściekła na mamę, że nie panowałam nad emocjami. Spóźniłam się jak zwykle na pierwsze zajęcia, co nie spodobało się równie nerwowemu jak ja profesorowi, który wykładał fizykę. Skończyło się na tym, że powiadomił mnie, iż zadzwoni do mamy informując ją o moim skandalicznym zachowaniu. W sumie, mógł sobie dzwonić, ile chciał. Mama albo nie odbierze, albo stwierdzi, że wszystkie "nie sławne" osoby są po prostu podludziem i taki ktoś, jak ja, czyli jej córka, nie musi kończyć szkoły. Ale najgorsze było dopiero przede mną. Miałam takiego pecha, że w mojej szkole były w zasadzie wszystkie "talenty": od tancerek klasycznych, poprzez graczy ciężkiej muzyki i tych grających muzykę klasyczną, po tzw. "pustaki", czyli dziewczyny, które próbowały zabłysnąć w całej szkole swoim śpiewem. Do tej świty należała również Cher- mój odwieczny wróg, który przywlókł się za mną ze Stratford. Dawno nie miałam z nią problemów, a więc dzisiejszy dzień musiał okazać się sądem ostatecznym. Przechodząc między ławkami w stołówce, z koleżanką z klasy, nie zauważyłam, gdy najpopularniejszy pustak z całej świty (czyt. Cher) właśnie wstał. Niosłam przed sobą tacę pełną jedzenia,a na jej szczycie znajdował się mój ulubiony sok pomarańczowy, który po chwili spływał po wściekłej Cher. Nastąpiło to po tym, jak Cher nieumyślnie walnęła w moją tacę łokciem. Zamarła, patrząc na swoją bluzkę. Zaczęła piszczeć jak oszalała, machając rękami.
- Ty idiotko!- Wrzasnęła. Luna, koleżanka z mojej klasy, pociągnęła mnie za rękaw. W normalnym stanie raczej bym jej uległa, ale dzisiaj nie miałam takiego zamiaru.
- Och, spokojnie, nie musisz obrażać samej siebie- odparłam całkiem spokojnie i odwróciłam się, udając, że chcę odejść.
- Ty! Ty! Jak śmiesz!- Krzyknęła rozwścieczona Cher i pociągnęła mnie za ramię.
- Tak?- Zapytałam, uśmiechając się promiennie.
- Czy Ty wiesz, ile kosztowała ta bluzka?!- Zapytała, rozglądając się na boki. Zebrał się spory tłum gapiów.
- Och, nie rozbawiaj mnie. Nawet jeśli była kosmicznie droga, to na pewno jest z sieciówki- rzuciłam z ironicznym spokojem i posłałam jej jeden z moich najładniejszych uśmiechów. Wszyscy oczekiwali reakcji Cher.
- Wcale nie jest z sieciówki!
- A skąd?- Zapytałam szybko. Zbiłam ją tym pytaniem z pantałyki.
- Jest od Dolce&Gabbana- odparła jeszcze szybciej niż ja, co wzbudziło moje podejrzenia.
- Och, naprawdę? Pozwól, że sprawdzę metkę- powiedziałam i szybko podwinęłam jej bluzkę. Bluzka miała metkę jakiegoś nieznanego mi sklepu.
- Nawet jeśli nie jest markowa, masz mi zwrócić kasę!- Krzyknęła, purpurowa ze złości.
- Chyba nie mam przy sobie drobnych- wyszczerzyłam się.- Ale jeśli chcesz- powiedziałam i ściągnęłam z siebie swoją bluzkę- mogę oddać Ci swoją, taką prawdziwą od Dolce&Gabbana- podałam jej swoją bluzkę. Jacyś chłopcy zaczęli gwizdać.
Cher stała naprzeciw mnie i lustrowała mnie wzrokiem.
- Coś jeszcze?- Zapytałam anielskim głosem.- Aaa, mój stanik z Victoria's Secret też mam Ci oddać?- Zaśmiałam się i chwyciłam za swoje zapięcie.
- Nie- syknęła upokorzona Cher, odwróciła się na pięcie i wyszła ze stołówki. Zabrałam swoją bluzkę i ubrałam ją. Luna spojrzała na mnie z zaskoczeniem.
- Wow- powiedziała Luna, gdy siadałyśmy, by wreszcie jeść.- To było niesamowite.
- Ktoś musiał jej się w końcu postawić. Miałam jej już tak strasznie dosyć...
- Nie tylko Ty. Wszyscy z naszej klasy mieli już dosyć Cher i jej ekipy. Tylko jak na razie jesteś pierwszą osobą, która jej się postawiła. To było cudne.
- bez przesady. Nigdy bym tego nie zrobiła, gdyby nie wkurzyła mnie moja matka... I jeszcze to spóźnienie na fizykę... Jak mnie wywalą ze szkoły, to nie wiem, co wtedy zrobię. Szkoła to moje całe życie.
- Nie dramatyzuj, tak źle nie będzie- pocieszyła mnie Luna. Rozległ się dzwonek, ogłaszając koniec przerwy "obiadowej".
- Świetnie- powiedziałam i wrzuciłam do kosza swój prawie nietknięty posiłek.- Chodź, bo znowu się spóźnimy- powiedziałam do Luny i pognałyśmy na zajęcia.
- Mówiłam Ci, mówiłam! Miałaś być tutaj o piątej! Ty wiesz jak ja teraz wypadnę przed Markiem? On mnie zabije!- Wrzasnęła mam, gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi butiku.
- To jest tylko piętnaście minut spóźnienia. Nie rób scen. Nie moja wina, że cała Atlanta jest zakorkowana!
- Nie podnoś na mnie głosu. W tej chwili idź się przebrać i jedziemy do fryzjera. Piętnaście minut spóźnienia!- Znowu zaczęła krzyczeć, ale ja jej już nie słuchałam. Poszłam jak najszybciej się przebrać, żeby nie mieć z nią jeszcze więcej problemów. Ubrałam idealnie dopasowaną do mojej figury "małą czarną" i czarne szpilki. Zgarnęłam po drodze kopertówkę czerwonego koloru, która idealnie pasowała do podeszwy moich szpilek.
- Gotowa?- Zapytała mama, mierząc mnie wzrokiem.
- Tak- odparłam.
- Idź do samochodu, Barry już czeka.
- Jedziemy do fryzjera z Twoim ochroniarzem?
- Hope, Barry musi być z nami wieczorem.
- Jak to: musi? Przecież to miała być kolacja!
- Tak, Hope, to będzie kolacja. A wcześniej będzie pokaz.
- Mamooo- jęknęłam.- Zgodziłam się, bo myślałam, ze pojedziemy tylko na tą kolację, a nie na cały pokaz.
- Hope, proszę Cię, nie denerwuj mnie już. Idź do samochodu!
Rzuciłam jej gniewne spojrzenie i wyszłam na parking przy butiku tylnym wyjściem. Weszłam do dużego czarnego samochodu z przyciemnianymi szybami i trzasnęłam za sobą drzwiami.
- Cześć, mała!- Rzucił Barry z uśmiechem.- Dawno Cię nie widziałem.
- Cześć- rzuciłam, wbijając wzrok w szybę, unikając tym samym jego spojrzenia.
- Co się stało?
- Co się stało? Moja matka znowu wrobiła mnie w jakiś idiotyczny pokaz!- Krzyknęłam.
- Czyli niestety nic się nie zmieniło- westchnął Barry.- Hope, znam Cię od takiego malutkiego szkraba i tak jak Twoja mama uważam, że masz ogromny talent- gdy to powiedział, chciałam zabić go wzrokiem.- Może spróbujesz to polubić?
- Barry, nie da się. Ja nie chcę robić tego co mama.
- Spróbuj chociaż trochę poudawać, że Ci się to podoba. Może wtedy mama odpuści? W końcu, jesteś najlepszą aktorką jaką znam, więc nie powiesz mi, że się nie da, prawda?
- Prawda. Dzięki, że jesteś Barry- powiedziałam, zdobywając się na uśmiech.
- Zawsze będę- odparł. Mama weszła do samochodu.
- Jedziemy- nakazała i Barry ruszył.
- Och, pokaz był znakomity, Mark- mama szczerzyła się jak głupia do sera.
- A Tobie jak się podobał, Hope?- Mark zwrócił się do mnie.
- Był świetny. Szczególnie podobały mi się te suknie w odcieniach zieleni.
- Nie byłem do końca pewny, czy wpuścić je na pokaz... Wydały mi się zbyt zwyczajne...
- O nie, tego na pewno nie można o nich powiedzieć. Zachwycają prostotą.
- Hope, co Ty na to, żeby zostać moją hmmm... osobą, która recenzuje moje pokazy?- Zaproponował Mark, a mnie dosłownie zamurowało.
- No...- Zaczęłam.
- Mark, można Cię prosić?- Zapytała jakaś niska kobieta, z masą papierów w ręku.
- Przepraszam panie- Mark uśmiechnął się przepraszająco.- Hope, daj mi później odpowiedź, ok?- Pokazał ręką gest, świadczący o tym, żebym do niego zadzwoniła. Pokiwałam twierdząco głową.
- Jestem wykończona- powiedziała mama, gdy weszłyśmy do domu. Rzuciła buty obok kanapy i opadła na nią.
- Ty wykończona? Bez przesady, ale to ja nalatałam się dzisiaj dziesięć razy więcej, niż Ty.
- No tak, Mark jest Tobą zachwycony. Chce, żebyś została jego recenzjonistką i zaprosił Cię na swój kolejny pokaz.
- Nie chcę być modelką- odparłam.- Recenzjonistką też nie.
- Hope, masz idealne warunki. Niejedna modelka chciałaby mieć taką figurę, jak Ty. Jednak na coś przydał się ten balet. A co do tych recenzji... Znasz się na modzie, więc nie będzie źle.
- Idę do siebie- oznajmiłam i poszłam do swojego pokoju. Przechodząc przez korytarz, zauważyłam, że w pokoju bliźniaków nie świecą się lampki nocne.
- Mamo! Gdzie są bliźniaki?- Krzyknęłam.
- U ojca!- Odkrzyknęła mama i włączyła stary ekspres do kawy.
*********************************************************************************
Jest tu kto?
Little Monster ♥
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)