sobota, 6 kwietnia 2013
Rozdział 4
Spotkajmy się dzisiaj o szóstej w parku, niedaleko Twojego domu. To dla mnie bardzo ważne. Justin.
Sms od Justina?! Tylko spokojnie, Hope, pomyślałam. Wdech, wydech. To tylko Justin. Justin to człowiek. Tylko człowiek. Usiadłam na łóżku, próbując uspokoić kołatanie swojego serca. Dlaczego wrócił do swojego starego numeru? Tyle razy próbowałam się z nim skontaktować... Skąd on miał mój numer? A może wcale go nie usunął?
- Hope, za pięć minut wychodzimy!- Krzyknęła mama z dołu.
- Dobrze, już schodzę!- Wrzuciłam swój telefon do torby i zaczęłam się szybko pakować. To dla mnie bardzo ważne. O co mogło chodzić? A może napisał tak tylko dlatego, żebym przyszła? Nie, nie, to nie w stylu Justina. A co było w jego stylu? Po co ja się w ogóle przejmuję jakimś spotkaniem?
- Hoooope!
- Idę- zgarnęłam torbę i biegiem ruszyłam do samochodu.
- Hope, muszę Cię pochwalić- powiedziała pani Lloyd.- Jestem z Ciebie bardzo zadowolona. Znowu jesteś w znakomitej formie.
- Starałam się.
- Widzę. Świetnie- uśmiechnęła się. Spojrzałam na Lunę, która dzisiaj była ze mną na próbie. Uśmiechnęła się.
- Dziękuję.
- No widzisz, Hope? Mówiłam, że jest coraz lepiej- Luna z uśmiechem poklepała mnie po ramieniu i wyszłyśmy z sali.
- Hope, co robisz w weekend?- Zapytał Barry, gdy weszłam do domu. Miał na sobie kuchenny fartuszek, a bliźniaki latały naokoło kuchennej wyspy z mąką w rękach.
- A co?- Zapytałam i zdjęłam buty.
- Nic, nic. Dzwonił Mark i pytał, czy przyjdziesz na pokaz...
- O Boże...- Jęknęłam.
- Tak myślałem- uśmiechnął się i wrócił do kuchni.
- Mama wrobiła Cię w niańkę?- Zapytałam i usiadłam przy kuchennym blacie.
- Miała coś ważnego do załatwienia. Pieczemy ciasteczka- dodał z uśmiechem i spojrzał na Daniela i Nathaniela, którzy bawili się w salonie. Dosłownie wszystko było w mące.
- Taaa, jasne.
- Soku?- Zapytał Barry z uśmiechem i pomachał kartonikiem, który wyjął z lodówki.
- Z chęcią- odparłam i odwzajemniłam uśmiech. Barry nalał soku do szklanki i przesunął w moją stronę.
- Dawno nie widziałem takiego uśmiechu- powiedział i spojrzał nerwowo na piekarnik. Ciasteczka stopniowo rosły, co wywołało uśmiech na twarzy Barry'ego.
- Takiego, to znaczy jakiego?
- Szczerego. Hope, czyżby to za sprawą jakiegoś młodzieńca?
- Nie?
- A to ciekawe- powiedział i zaśmiał się.
- Barry, na prawdę- dodałam na swoje usprawiedliwienie.
- Oczywiście.
- Pani Lliyd po prostu podniosła mnie dzisiaj na duchu. To wszystko.
- A jak aktorstwo?
- Spektakl wisi na włosku, bo prawie wszyscy z niego rezygnują. Mówili coś dzisiaj o jakimś nowym, ale zupełnie nie słuchałam. Zależy mi na tym pierwszym. W końcu mam tam główną rolę.
- No tak. Jestem pewien, że w tym nowym też obsadzą Cię w czołówce.
- Mam taką nadzieję. Inaczej chyba się załamię.
- Bez przesady- powiedział pocieszająco i odszedł do salonu.
- Barry, ciasteczka.
- Tak, wiem, Dan. Musimy uzbroić się w cierpliwość.
- A soczek?- Zapytał Nate, ciągnąc Barry'ego za rękaw.
- Hmmm pomarańcza czy multiwitamina?
- Multiwitamina- powiedzieli chórem.
- To za mną, chłopaki- powiedział i wszyscy pomaszerowali do kuchni. Ja w tym czasie ruszyłam na górę, do swojego pokoju.
Rzuciłam torbę w kąt i położyłam się na łóżku. Po raz pierwszy od dłuższego czasu nie mieliśmy nic zadane, miałam więc całkiem sporo wolnego czasu do dyspozycji. W związku ze zbliżającymi się dniami otwartymi, nie było jutro ani baletu, ani zajęć z aktorstwa. Postanowiłam spędzić ten dzień, jak każda typowa nastolatka w Stanach, więc przebrałam się w wygodne, aczkolwiek dopasowane ciuchy, zrobiłam lekki makijaż i ruszyłam na zakupy. Skierowałam się do największego domu handlowego w Atlancie, bo miałam tam dziesięć minut spacerkiem. Spojrzałam na telefon i zamarłam. Była piata pięćdziesiąt. Za dziesięć minut miałam znajdować się w parku nieopodal domu, żeby spotkać się z osobą, która była moją pierwszą miłością... Natychmiast skręciłam w boczną alejkę, kierując się w stronę parku. A co, jak nie przyjdzie? Hope, spokojnie, pomyślałam, gdyby nie chciał się spotkać, nie wysłałby smsa. Jeden sms i mam być na każde jego zawołanie? Gdzie był, kiedy najbardziej go potrzebowałam? Gwałtownie obróciłam się na pięcie i znowu ruszyłam w kierunku centrum handlowego. Spokojnie, Hope, wdech, wydech. Pójdziesz do centrum handlowego, może coś kupisz, potem wejdziesz do kawiarni, może tam spotkasz kogoś ciekawego. Nie chciałam nikogo spotykać, chciałam tylko i wyłącznie widzieć się z Justinem. On na mnie czeka, przemknęło mi przez myśl i po raz kolejny zawróciłam. Zawracałam jeszcze trzy razy, aż w końcu zdezorientowana usiadłam na krawężniku. Za dwie piąta. Co ja mam zrobić? Wyobraziłam sobie postacie z kreskówek, które mają dwie drogi wyboru, a u ich boku znajduje się diabeł i aniołek. Miałam dziwne poczucie, że nade mną też wisiały takie dwa stwory mojej wyobraźni, jednak były to dwa diabły, bo każde wyjście z tej sytuacji będzie złe. Gdy tam pójdę, będę żałować, bo potem znowu wyjdę na taką, której zależy, a Justin znowu mnie oleje. Gdy tam nie pójdę też będę żałować, że totalnie go olałam, a wtedy stracę z nim całkowity kontakt.
Załamana, ukryłam twarz w dłoniach. Poczułam wibracje mojego telefonu. Doskonale wiedziałam, od kogo jest ta wiadomość.
Hope, dlaczego nie przyszłaś? Proszę, to dla mnie bardzo ważne. Justin.
Schowałam telefon do kieszeni i po minucie poczułam kolejne wibracje.
Hope, proszę, to dla mnie bardzo ważne. Obiecuję, ze zajmę Ci najwyżej pięć minut.
Wstałam z krawężnika i spacerkiem ruszyłam w stronę parku. Miałam mieszane uczucia. Justin siedział na ławce, która znajdowała się przy głównej dróżce. Siedział tyłem do mnie i spoglądał to na telefon, to na dróżkę, którą zapewne szłabym, gdybym wyszła z domu. Poczułam kolejne wibracje. Trzeci sms w ciągu pięciu minut? To do Justina baaardzo niepodobne.
Hope, strasznie zależy mi na tym spotkaniu. Odezwij się, proszę.
Dotarłam do ławki i stałam chwilę za plecami Justina. Gdy się odwrócił, podskoczył ze strachu.
- Jestem- powiedziałam obojętnym tonem.- Masz pięć minut.
- Hope- powiedział, a jego oczy lekko zabłyszczały. Natychmiast podniósł się z ławki.- Cieszę się, ze przyszłaś.
- Co było takie bardzo ważne?
- Hope, tak naprawdę to był pretekst, żeby Cię zobaczyć- odparł lekko zmieszany i swoim zwyczajem, podrapał się po karku.
- Jeśli to wszystko, to na razie- powiedziałam i odwróciłam się.
- Hope, zaczekaj- powiedział błagalnym tonem i chwycił mnie za ramię. Znacie to uczucie? Nagłe mrowienie w miejscu, w którym Cię dotknął, ,,motylki" w brzuchu, dreszcze, przyspieszony rytm serca... Ja osobiście nienawidzę tego uczucia, bo pojawia się za każdym razem, kiedy Justin jest za blisko.
- Co jeszcze?- Zapytałam, nie patrząc mu w oczy. Siłą obrócił mnie w swoją stronę.
- chciałem zapytać, czy my... Moglibyśmy się spotykać? Tak jak kiedyś?- Zapytał i uniósł palcem wskazującym mój podbródek tak, że byłam zmuszona na niego patrzeć.
- Tak jak kiedyś, czy jeszcze kiedyś?- Zapytałam kpiąco.
- Chciałbym znowu się z Tobą spotykać- oznajmił.
- Aha.
- Hope, proszę, nie bądź taka obojętna. Wiem, że to, co zrobiłem, jest...
- Tak, jest- odparłam.- A teraz byłabym szczęśliwa, gdybyś pozwolił mi już iść.
- Odpowiedz tylko na moje pytanie.
- Nie, Justin, nie możemy się spotykać. Nie rozumiem, o jakie kiedyś Ci chodziło. Tak na prawdę, to chyba nigdy nie wiedziałam, o co Ci chodziło. Jesteś już dużym chłopcem, pora zmienić zabawki- powiedziałam i ruszyłam szybkim krokiem w stronę domu. Wyjęłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Miałam smsa od mamy, który głosił, że jest już w domu. Nie chciałam tam wracać, więc zawróciłam i, chcąc, nie chcąc, musiałam przejść obok Justina. Nadal stał i wiercił wzrokiem dziury w ziemi. Nie zaszczyciłam go swoim spojrzeniem i przyspieszyłam kroku.
- Hope! Hope, zaczekaj! Proszę!- Krzyknął i puścił się za mną biegiem.
- Co?
- Hope, nie olewaj mnie w taki sposób.
- Jaki, Justin? Jaki?!
- Nie unikaj mnie. Dlaczego to robisz?
- Twoją odpowiedzią będzie odpowiedź na pytanie, dlaczego nie odezwałeś się do mnie przez trzy lata- syknęłam i pobiegłam w stronę centrum handlowego.
********************************************************************************
Jest tu kto? :((
Little Monster ♥
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Oba blogi są świetne! Mam nadzieję że dodasz niedługo nn ;P
OdpowiedzUsuńdodaj nn!
OdpowiedzUsuńDroga LITTLE MONSTER.
OdpowiedzUsuńMam do ciebie prośbę. Chodzi o to że piszesz fantastyczne opowiadania i proszę Cię ( na kolanach) byś napisała Fanfiction o Bryan'ie Star'sie. Napewno go znasz bo to przyjaciel Jeydon'a Wale'a.
Twoja wierna czytelniczka Wikśka.